Wiersze, słowa piosenek

 – Słoneczne dni i pochmurne niebo –


Bezsenność

Słyszałem wycie wilka latem.
Wbijało się białym kłem w ciało,
jeżyło włosy, spinało nerwy, bębniło.

Pod trupio bladym, brezentowym dachem
Przy suchym blasku latarni księżyca,
trzask samotnych, gorejących oczu sowy.

Bez uśmiechu słońca, pod koroną skrzypiącego drzewa
Dudni niczym po stalowym torze serce.
Przez rękaw strachu mrówczy się rozpoczął spacer.

Roztargnioną dłonią, chwyt pewności siebie.
Już wiem, to nie było wycie wilka
Pilnowałem nocy… już zaczęło się świtanie.


 Nie wieżę…

Nie wierzę, że są ludzie, których nie obchodzi nic!
A nic.. to głodujące narody, wojny i choroby.
Zatrute środowisko, gwałty, morderstwa i kradzieże.

Nie wierze, że są ludzie, których nie obchodzi nic!
A może te maski kłamców i szyderców poza domem tylko zakładane?
A może to… ręka żebraka z dłonią pokrytą pierścieniami, która nie prosi tylko żąda.

Nie wierzę, że są ludzie, których nie obchodzi nic!
A początek… zaczął się od poszarpanych spodni, ale czystych rąk.
A koniec?… Przez krzywdy innych, słabych i naiwnych, na kieszeniach obdartych od ciężaru pieniędzy.

I właśnie jego nie obchodzi już nic, tylko wirujące nad głową akcje, obligacje i korzystne inwestycje.
Z błyszczącymi oczami i opasłą posturą, drwi z serca żebraka wyłożonego na dłoni w zamian za kromkę suchego chleba.
I potrafi, choć sam ma tortów i mięs pod dostatkiem,… porwać z tej ręki i to serce…. i nadzieję.
I mówisz, nie wierzę, że są ludzie których nie obchodzi nic?


Jesienna melancholia

Pustka, pył, jesień…
Wspomnienie minionych dni.
Wspomnienie mokrych od kropel potu ciał,
Tak nie dawno, a już zapomniane chwile.

Mgła mleczna, osiadła w bezlitosnej ciszy na obraz jaźni
jak drapieżny ptak na zmęczonej walką o przetrwanie zwierzynę.
Co robić, by żyć z godziny na godzinę jednym wspomnieniem,
chwilą przeżytą, nieodwracalnym faktem, nagą prawdą.
Być blisko, tak blisko by parzyło ciało.

Przeżyć to jeszcze raz, sto razy, trwać z tym do śmierci.
Tylko ono pozostało…, choć czasami i to za mało.
Myśl, wizja pobudzona wyobraźnią,
uczucie znane przeżyte kiedyś lecz bezpowrotnie zanikające.

Chęć żywego czucia, dotyk ciepłego ciała,
żar palący oczy, ręce i serce…
To wszystko zamarło,
Zostało wspomnienie, pustka, pył i jesień.


Sen

Kiedy budzę się wczesnym rankiem i koło mnie leżysz ty
patrzę w okno rozespany, promyk słońca śmieje się.
W oświetlonym ciepłym pokoju, widzę piękne ciało twe,
myślą pieszczę skronie twoje, byś nie chciała zbudzić się.

Pijąc z twych ust słodycz róż, bawię się splotem włosów blond
Ach, powiedz, powiedz czy to Bóg zrobił cię światów królową?

To wszystko widziałem w mym sennym marzeniu,
lecz szarość codzienna przytłacza mi to.
Dziewczyno, aniele, piękności namiętna!
Ty powiedź,…. czy kiedyś powrócisz w cudowne me sny ?


Dziewczyna z plakatu

Zobaczyłem ciebie w blasku latarni,
Popatrzyłaś na nie jak.. sowa puszysta.
Stałaś obojętnie w zmokniętych pantoflach,
Chciałem, byś mówiła do mnie słodkie słowa.

Kryształ z nieba pada masz go już na włosach,
Cała przemoknięta, czekasz czy coś powiem.
Słowa ciche szepczę, lecz ty milczysz nadal
Zostaw myśli swoje, mam na imię Adam.

Nie chcesz do mnie mówić ? Wszystko już rozumiem,
pójdę sam do kina, jeśli stroisz mumię.
Dał bym rękę temu, który to malował,
Plakat pięknej barwy…, wnet bym się zakochał.


Wolność słowa

Bezmyślna gada, zawsze podpada
Bezmyślne słowa to inna moda.
A wszyscy głośno mówić dziś chcą,
bo jest za dużo takich co śnią.


Lot geniusza

Chciał być motylem wzbijając się w górę,
lecz późno sobie przypomniał, że skrzydeł zapomniał.


Noc odpuszczenia

W słońce wzlot przez krat życie
Bez ubrań, słowa, wzbraniających rąk
I spojrzeń kąśliwych.

Rytm serca w skronie gwóźdź
Bez ciała kości popiół
Jeszcze oczy i spojrzenie szybkie w dół
Już bez korony w szybkim locie ducha
I bez żalu do ludzi, znów radość w sercu, pustce bucha.


Biały zastęp

Ta noc się zaczyna, gdzie ucichł kos
Gdzie zmierzch.. na głowie już jeży włos
Idzie śmierci drużyna pełna snu…, pełna snu.
Idzie zastęp, snuje się biel, a śpiew sakralny zgrzyta zębami.

Otul nam nasze serca w godzinę złą,
Zabierz nam nasze troski, gdy dusza śpi
Spal je, w swej okrutności
Bo dziecię śpi, gdy jawa śni.

Idzie śmierci drużyna i z życia drwi
Daj sercu tkliwości, daj namiętności znów!
Otwórz zamknięte do szczęścia drzwi!
Przy myśli mózg…, bezmiaru słów.

Idzie śmierci drużyna, już ucichł kos
Noc w czerń pochłonęła śpiewu głos
Wędrówki los i … i życia cierń.
Czy słyszysz tę pieśń?!

       Jesień 1984 r


Wolność i układ

Wolność myśli – radość sercu
Wolność słowa – gorycz losu
Wolność sercu – radość myśli
Wolność losu – gorycz słowa


JESTEŚ

Jesteś złotym słonecznikiem, gdy patrzysz na mnie uśmiechnięta.
Podarowałem ci kosz kwiatów mojej miłości, najcudowniejszych czerwonych róż
rozpalonych płomieniami namiętności.
Jesteś tym kwiatem mego serca, który kłuje mnie w chwilach rozstania.
Pogubiłem się szukając miejsc, których jeszcze słodko
nie całowałem i zaczynam znów z drżącym sercem – znów od nowa.
Jesteś obłokiem mojej miłości, który unosi się w przestworza, gdy cie kocham.
Zapachem wiosennych pól, nagrzanych słońcem do nieprzytomności.
Nie chcę słuchać świata dźwięków, kiedy szepczesz do mnie wprost do ucha.
Jesteś przecudną melodią, która pieści moje ciało delikatną nutką.

Jesteś …. moja Ty ….. Kocham cię!


Bez walki

Spadająca kropla wody upadając na bruk, straciła swój kształt i życie jako kropla.
Teraz jest tylko małą plamką cieczy, wsiąkającą nieubłaganie w ziemię.
Ale zanim w całości swej zniknie, jeszcze pies ją dopadnie spragniony,
aby wyssać to, co z niej pozostało.


Bez klakierów

Obrałem złą rolę lub kostium do gry.
Stoję na scenie, lecz wiem, że źle gram.
Spoglądam na twarze ludzi, którzy zniecierpliwieni
patrzą na zegarki i nie mogą doczekać się końca mojej gry.
Pauza…. Ludzie się rozeszli.
Cisza….
A ja stoję, i zastanawiam się jaki kostium włożyć do następnej roli.

Created with GIMP


Czy wrócę                                      

Z bladymi oczami, pergaminową twarzą i turbanem
srebra na głowie pochyliła się nade mną starość.

Z lękiem i bezsilnością dałem się otulić zimnym i
słabym ramieniem mizernej postaci.

Zawirowały w głowie obrazy i dźwięki, zatrzepotało serce od wspomnień.
Wróciły smaki, zapachy i pragnienia.

Rozbłysło światło dźwiękiem słowa – Mamo, Tato, Siostro, Bracie!
Plączą się myśli, skaczą jak w starym kinie obrazy.

Tu trzymam rower, zaraz karabin, płynę jeziorem, buduję dom
Walą się gruzy zburzonej historii.

Jak salwy z armat, kapanie wody z popsutego kranu.
Rozrywa ciszę.. metalowy, przeraźliwy stukot młota kowalskiego
tik tak, tik tak, tik tak.

Podmuch gorącego powietrza uspakaja myśli, w piersi miarowy rytm
przeradza się w kwilenie pisklęcia, w słaby trzepot skrzydeł motyla.

Widzę spokojne oczy Mamy, jej uśmiech,… cichy szept ..śpij, śpij
Na pewno jutro,.. będzie już lepiej…

Gorąca łza płynie po policzku, ktoś zaśrubował usta.
W oddali widzę ostry, długi, błyszczący miecz co światło mi przecina,
mignęło jeszcze lico Matki.

Złapałem starą rękę… i zostawiłem życia mękę.


  Fotografia                                            

Pstryk, pstryk .. złap chwile ulotne – by czas zatrzymać
by sceny z życia i umykającego czasu potem pokazywać.

Aranżuj, ustawiaj, portretuj codzienność
Łap światło lub ciemność – uwieczniaj w niezmienność.

Zatrzymaj uśmiechy, spojrzenia ulotne,
nieśmiałość, samotność, postępki okropne.

Zjawiska, rekordy i kwiaty na łące
krajobraz po burzy i w słońcu ogrody pachnące.

Patrz w oczy tym wszystkim w oddali
pokieruj obiektyw i pstrykaj na wieczność …byśmy pamiętali.

Jedno, drugie, trzecie, piąte
łap zaklęte te obrazy i pamiętaj tego wiersza pierwsze frazy.

Fotografie w albumy odkładaj – do scen historię opowiadaj
Wspominaj po latach obrazami – budź emocje zapomniane.

A oczy i usta patrzącego – niech krzyczą, a to niesłychane !


Z otwartą głową

Ach, gdyby tak można było cofnąć czas.
Powrócić z mądrą, siwą głową w odległych czasów dni.
Kierować tamtym, młodym sobą.
By nie marnować życia na baśniowe sny.

Zaciskać pięści, kiedy potrzeba, kiedy nie trzeba po prostu żyć.
Omijać doły, w które po szyję można wpaść.
Mieć tamte oczy, ale patrzeć swoimi.
Odwrócić losu stracone nadzieję.

Powrócić w ławki szkolne i chłonąć wiedzę.
Zadbać o rozum i wykształcenie.
Miłostki pierwsze i pierwsze drżenie.
Odwrócić słowa mówione w gniewie.

Spojrzeć na dom i życie w nim.
Uściskać Ojca, przytulić Matkę.
Szanować bardziej siostry i braci.
Bez tej miłości zbyt dużo stracisz.

Ach gdyby tak można było cofnąć czas.
Nie płakać teraz, że minęło.
I nic już nie da rady zrobić!
Wejdź szybko w tamtą rolę!

W obecnym, innym czasu trwania.
Z mądrzejszą głową, odmień tyle.
Na ile starczy czasu, nie pytaj ile.
Zadbaj o życia ostatnie chwile.

Bo tej maszyny jeszcze nie wymyślił nikt.
Nie cofniesz czasu, żyłeś w nim na styk.
Związałeś siebie z losem, a to był pewnie wnyk.
Więc myśl zawczasu, to nie narobisz sobie ambarasu.


 Portret

Portret i owszem niczego sobie
pewnie z portretu nikt się nie dowie
co tak naprawdę ma facet w głowie.
Kim jest osoba co w ramie stoi, dopóki sama
obraz nakreśli i Wasze wnioski wartko przekreśli.

I tu słów parę przytoczyć muszę bo do
prywatnych zwierzeń, się już nie zmuszę.
Naprawdę jaki jesteś nie wie nikt, bo
tego nie wiesz nawet bracie ty.

Taśmę z pamięcią cofnąć bym chciał
i przez mglisty obraz dowód bym dał,
że mego życia młode początki nie były mądre,
nieodpowiednie, miewałem w czasie
życiowe brednie.

Sam własną ręką łamałem życia kłos,
kopałem łóżko, które ścielić powinienem,
łamałem trzonek młota, który kół mój los.
Chwytałem życia przyjemności, garnąłem
pseudo elokwencję nie bacząc wcale
na…. przykre konsekwencje.

I tu znów, parę przytoczyć muszę słów.
Młodość swoje prawa ma, młodość wyszumieć się musi
Ale kto z nas, nie brał na to wszystko pieniążków od Mamusi.
Leciały latka, szumiało w głowie ile straciłeś
tego już nikt niestety, się nie dowie.

Szczęściem by nazwać jak raz, że opamiętania
przyszedł czas i spotkałem ludzi co odmienili los.
Statecznych decyzji przyszedł czas, mądrych rozważań i rozwiązań.
Kocham tych ludzi i kocham ten dom, w którym żyję dzisiaj,
a ty czasie rwiesz do przodu i nie pouczasz tych za młodu.

I tu słów parę znów przytoczyć muszę,
„Czy znasz brzeg morza bez poszumu fal?”
„Co było, nie wróci i szaty rozdzierać by próżno”
Dzięki swym bliskim i mądrości własnej, która nie przyszła za późno
stoję w tej ramie, to przyznam, zbyt luźno, ale wiem, że to lepiej
sumować zawczasu, niż myśleć za późno.

Ten gość na zdjęciu, to właśnie bracie ja i u mnie wreszcie wszystko gra!

Z okazji ukończenia sześćdziesiątego roku życia dla dziadka Marka:-)


Spełnienie słowa

Umówiłem się z czasem, że nie będzie tak gnał do przodu,
że oszczędzi rozterek codziennych i starań do szczęścia powodu.

… z dziewczyną o licach różowych, uśmiechu słonecznym
i kroku tanecznym na łące kwiecistej o poranku bajecznym.

Umówiłem się z siostrą i bratem wieczorową porą – latem.
W parku, na osiedlu, żeby powspominać stare dobre czasy i
znajomych z dawnej szkolnej klasy.

… z kolegą na wypad wakacyjny..
spakowałem plecak, plan był atrakcyjny.

Umówiłem się z sercem by bić nie przestało, aby nie bolało
by trwogę przetrwało.
Nie drżało z rozterki i nie było głuche na życia męki.

…I z księdzem w kościele tutejszym na spowiedź wstydliwą
Chciałem błagając pasterza o pokutę spolegliwą, a za razem prawdziwą.

Umówiłem się z Ojcem by o rodzinę dbał, by szanował Matkę ,
czas poświęcał dzieciom. Mieszkał w domu.. z nami, a nie pił gorzałę
ze swymi kumplami.

… z Mamą, że nie zachoruje, że żyć będzie wiecznie
byśmy mogli ciągle budzić się bezpiecznie.

Umówiłem się z żoną, że będę jej wierny, a myślami grzeszę i nie jestem dzielny
na wdzięki kobiety wciąż jestem pazerny.

Umówiłem się ze sobą… obiecałem sobie, że innych opinie już mnie nie osłabią
że będę wręcz wierny moim tak i teraz, pomimo, że pewnie znów zapłaczę nie raz.

Wieżę w światów tory dwa jak Matrixie on i ja
Tam gdzie on zapewnień szukał, ja zaczynam… znów od nowa.
Gdzieś po środku może bardziej, wszyscy nie spełnili słowa.

Może ten świat więcej torów ma? Tylko gdzie w tym wszystkim jestem ja?
A może mnie po prostu tutaj nie ma, a to wszystko to jest…. wielka ściema?


Bieg z przeszkodami

Słyszę oddech blisko siebie, kątem oka widzę twarz
zaraz postać, dziwnie zgiętą i dostaję w łydkę piętą!
Ale boli, syczę, jęczę, równowagę trzymam dzielnie,
nie on jeden raz próbował, złamać mego ducha we mnie.

Biegnę dalej i kolejne mijam drogi w lewo w prawo, skos czy prosto
Lasem, rowem czy kolejnym znów parowem.
Z braku strzałek o kierunku zmylił drogę już nie jeden, przepadł w czasie bez ratunku.

Biegnę, sapię, z nosa leci, cieszą się przy drodze dzieci.
Rudy chłopiec uśmiechnięty z mamą stał i lizali lody, wbiegł na trasę
szybko, zręcznie podał mi kubeczek wody.

Jakie szczęście, że przy drodze długiej, ludzi czasem stoi garstka i
z pomocą swą wyciągną rękę, abyś napił się troszeczkę tak troszeczkę
chociaż by z naparstka.

Przyszedł kryzys, nie mam siły. Już nie biegnę! Boże miły!
Ciało mdleje, krzyż drętwieje, oczy ostrość swą straciły!
To już droga przecież… tylko do ciemnej mogiły!

Czuję uchwyt mocny w pasie, jakiś dziwny powrót siły.
Męski głos po jakimś czasie, który mówi opiekuńczo…
– nie poddawaj się głuptasie!

Baczność krzyczę, równaj krok, już..do przodu skieruj wzrok
nie ustępuj swym słabościom bo przyniesiesz radość
wszystkim nieprzychylnym tobie złościom.

Biegnę dalej , osłabiony, ale znów z pomocy innych, cieszę się zadowolony.
Biegnę równo, wpadłem w trans, żaden problem nie ma szans.
Nauczony doświadczeniem patrzę wszędzie , a nie tylko tam ,,na wprost!
Mam na oku chytre plany tych co w biegu trzepią w nos, rozpędzeni wręcz próbują
wrednie skopać mnie nogami , aby tak odmieni się mój los .

Już przebiegłem tyle trasy łamiąc w butach swe obcasy.
Pokonałem tyle przeszkód, ominąłem tylu ludzi, którzy w biegu źle życzyli.
Obejrzałem tyle twarzy mądrych, głupich, ładnych, brzydkich.. trudno by spamiętać wszystkich. Były smutne i wesołe, pełne złości i życzliwe, a wraz z nimi ludzie stali.. tacy sami – duzi, mali.

Pomyślałem sobie w pewnej chwili – przecież ja nie dawno startowałem, a tu prawie koniec trasy!
Biegłem różnie w tym wyścigu – szybciej, wolniej, płasko, z góry, a czasami tak bywało,
że pod górę się dreptało….
Padałem, wstawałem ledwo.. powietrze łapałem, zalewałem się potem, plułem i smarkałem, ale do tej pory.. jakoś radę dałem.

Biegnę dalej, dużo wolniej, ciężko, sztywniej i ostrożniej.
Dalej w transie, ale innym – bardziej zlękniony o efekt końcowy
O to, czy warto do mety dobiegać? Zwolnić jeszcze bardziej – czy może przyśpieszyć?
Jaka jest nagroda – czy na ciebie czeka? Może tam nie spojrzą nawet na człowieka?….

Biegnę….raczej drepczę, pełen nieufności, nie chcę widzieć dalszej drogi! Zatrzymajcie moje nogi! Może …ja chcę biec? Boję się lecz.. muszę dobiec już do mety.

Może.. odpowiedzcie sobie sami…. jaki będzie finał tego biegu – biegu z przeszkodami?


Przyszłaś, choć ciebie nie ma tu..

Idę ulicami w samotności bez celu, bez słońca czułości.
Zmrok spowił budynków zwalistych kontury i okna rozbłysły od dołu do góry.
Już późno, gorące powietrze owiewa mi plecy, trzymam w ręku kwiaty, które tobie kupiłem
Nie przyszłaś?……. Czekałem….. Jeszcze ich nie wyrzuciłem…….
Ściskam łodygi w cierpieniu, i żal w moim sercu prowadzi mnie w odrętwieniu.

Rozbłysły latarnie uliczne i kot zamiauczał magicznie, kopnąłem kartonik leżący na drodze,
złośliwie się plątał przy nodze.
Witałaś mnie wczoraj stęskniona, mówiłaś cierpiałam, myślałam
-z uśmiechem powraca to wszystko mi echem.

Te kwiaty już zwiędły, lecz trzymam je stale, bo wierzę, że przyjdziesz,
odnajdziesz mnie tutaj i spojrzysz mi w oczy niech będzie.. już chociaż niedbale.
Samotny jak ja, przechodzień nadchodzi, powłóczy nogami wytrwale
zagląda mi w oczy – nie patrzę się wcale.
Przede mną twój obraz w uśmiechu radosnym i postać – ją trzymam
w uścisku zazdrosnym.

Twój głos, te słowa, ten zapach i splot twoich warkoczy.
J ręce i stopy i te zielone oczy!……….
Przez łzy teraz patrzę na świat, już dziś nie policzę  – tak teraz –
miłosnych swych strat.

Przyszłaś, choć ciebie tu nie ma, dotknąć już nie mogę
ciepła moich marzeń, zabrał je samochód, zbieg tragicznych zdarzeń.
Czekałem tęskniłem, liczyłem minuty, podbiegłaś do przejścia
szybciutko jak zwykle….
Spojrzałaś.. spojrzałem, kwiatami machałem, zrobiłaś dwa kroki ten pas był szeroki i….

Serce stanęło mi w piersi, zdrętwiałem, zamarłem i zbrakło mi tchu.
Myślałaś, że zdążysz i… podbiegniesz tu……
Siedzę na chodniku już nie myślę, już nie widzę, nie wiem ile czasu
tak to wszystko trwało, wiem że mojego życia zostało już mało.
Płaczę i krzyczę w niesłychanej ciszy, wołam imię twoje ….. już mnie nie usłyszy.

Ściskam kwiaty w ręku i już ich nie puszczę, jak bym trzymał serce twoje,
kwiaty twoje,…… twoje ulubione.
Płaczę jak dziecko, ale nie pomaga, coś się we mnie stało, uleciało coś
świata koniec widzę, przejrzałem na wskroś.

Idę ulicami w samotności bez radości bez słońca czułości,….. gdybym widział cel?
Moja ręka strasznie już zdrętwiała ta, która kwiaty dla ciebie trzymała.
Zwiędły, płatki już opadły, czuję w ustach słony posmak łez.
Muszę gdzieś zostawić kwiaty – twoje ulubione, bo przecież tak trzeba.
To tak jak byś je zabrała ….ze sobą do nieba……

Idę ulicami…


Na nowy rok ..

Minęły święta i stary rok jest prawie z głowy
Czy masz już plan na ten rok nowy?
Warto pomyśleć przed końcem starego,
Usiąść i powziąć coś sensownego.

Zawsze to samo plany ambitne, rzucę palenie, picie i tycie.
Skończę z bluźnieniem, trawki paleniem i za pieniędzmi ciągłym gonieniem.
Zero nerwówki przez cały rok ! W pracy do ludzi.
Życzliwy trzeba wykonać krok.

Częściej się śmiać, a mniej narzekać i od toksycznych person uciekać.
Więcej szacunku okazać żonie, by kwiaty zawsze stały w wazonie.
Przytulać, słuchać, całować dłonie.
Wychwalać imię po nieboskłonie.

Oszczędzać kasę, bo jest jej mało tak, by na urlop trochę zostało.
Jechać nad morze, jeziora w góry zobaczyć trochę cudów natury.
Oszczędzać zdrowie za wszelką cenę bo jak je stracę, to nic nie zmienię.
Będę się martwił i to nie sam, że postanowień spełnić nie mogę, gdy stracę zdrowie,
A to jest ważne na cały rok i tego pilnuj i nie odpuszczaj ani na krok.

Co rok to samo plany ambitne!
A tu jakby.. czary mary i już minął roczek cały !


I nic bez Ciebie!

Włóczyłem się po świecie bez celu,
Oczu Twoich smutnych i uczucia do Ciebie.
Błądziłem, obijałem się o życie jak ślepiec.
Szukając samego siebie.

Młody byłem, głupi byłem w sny wierzyłem.
Zaglądałem ludziom w oczy, czego, kogo tam szukałem?
Trwało pewnie to… zbyt długo – póki Ciebie nie spotkałem.

Zapanował wtedy spokój, wszystkie dawne – niby sprawy.
Zostawiłem, gdzieś za sobą.
Teraz kocham, widzę jasno i rozumiem,
Że to życie spędzę miła… z Tobą.

Jak byś zapaliła mi ognisko, które ciepłem nas ogrzało,
Światłem drogę pokazało i przerwało straszną ciszę.
Miłym trzaskiem gorejących polan.

Płonęliśmy w tym ognisku razem w uniesieniach,
Spopielając namiętności rządzę.
Mało było rąk i ust, i oczu… aby sprostać wszystkim.
Naszym namiętnościom.

Nauczyłaś mnie patrzeć w przyszłość,
Nie… żyć tylko dniem dzisiejszym.
Pozwoliłaś mi uwierzyć w siebie.
Dałaś z serca mi ostoję – tak ty krucha i maleńka.
Uczyniłaś, że już teraz wręcz niczego się nie boję.

Wszystkie lęki mej młodości, strachy ciężkich niepowodzeń
Uleciały z mej pamięci, dzięki Twojej cierpliwości,
Wyrozumiałości Twojej.

Każdy swoją definicję słowa kocham – tworzy.
Od chwili poznania… przez smutki i radości co dzienne,
Choroby i starości rozterki niezmienne.

Moja definicja brzmi, że kochać to nie tylko.
Tęsknić, pragnąć, patrzeć w oczy godzinami,
Dusza, buzia czy też urok osobisty…

Kochać to wiedzieć,… że rozumiesz doskonale
Drugiego człowieka, być jego częścią,
Równą połową ciała i duszy…
A… ja wiem… żem zakochany po uszy.

Wiem, że podziękować muszę losowi,
szansę mi dał, bym mógł kochać Ciebie.
Tak właśnie Ciebie!… I tu na ziemi, a potem tam…
Ty przecież wiesz – to znaczy w niebie.
Kocham na wieki i nic bez Ciebie ! …


Ja wiem! Tylko… nie pamiętam.

Zastanawiam się skąd w nas jest tyle złości,
cynizmu, chamstwa i próżności.
Skąd się bierze ten brak życzliwości,
las rąk skostniałych wyciągniętych bez czułości.

Twarzy, kamieni szarych bez uśmiechu,
kąśliwych uwag przez zęby w pośpiechu.
Gdy stoję przed lustrem wpatrzony w odbicie
naciągam podbródek, nadymam usta i podnoszę brwi
to głowę zachodzę co też jeszcze w mojej duszy tkwi.

Czy chamstwo, prostactwo dziedziczy się w genach?
Czy zmiany na lepsze są tylko w marzeniach?
Przecież nikt nie rodzi się taki, by przez dobre
wychowanie być zimny – taki… byle jaki.

Hej wy!..Pokrzywione odbicia lustrzane i te twarze
bez luster nieznane, zadbajcie by lico zmęczonej ludzkości
uwolnić od jarzma pędzącej podłości!
Mówiłem przepraszam? A co zapomniałem?
Przecież dobre wychowanie w domu otrzymałem!

Przemyślmy to wszyscy bo już na to czas, aby
chociaż trochę polubił drugiego, bliźniego każdy z nas.


Cyfrowy świat

Traktujesz mnie jak trolla, czy taka jest twoja rola?
Krążysz po wirtualnym świecie zostawiasz znaki swojego istnienia
czy traktują cię dobrze czy tak od niechcenia.
Zapisałeś wiele zero jedynkowych kartek,
wkleiłeś zdjęcie, podpisałeś je Bartek i kolejny już raz
wpuściłeś wszystkich w las.

Kłamiesz obrazami, obracasz słowami, zbierasz wiedzy źdźbło,
ale czy na pewno wszystkim o to szło?
Czytasz, słuchasz w głowie zapisujesz, lepszą przyszłość
wszędzie wypatrujesz.
Tutaj adres www, tam witryna HGW tu społeczność ,
a tam szpan, każdy sobie wielki pan.

Tak na prawdę o co chodzi?
Włączasz ekran, login, hasło i prawdziwe życie zgasło.
Znowu walczysz, albo jeździsz, wioski całe wnet budujesz,
a to wszystko guzik prawda tylko czasu namarnujesz.

Zapatrzony w błękit cyfrowego nieba, daj już spokój
otwórz oczy przecież patrzysz, gdzie nie trzeba.
Odwróć głowę choć na chwilę, popatrz proszę  –
– tutaj przecież życia ile!

Tam cyfrowy świat, urojony linków brat
tu pachnący chleb i realny życia lep.
Oczu ludzkich błysk z głosu mowy-czysty zysk.
Ciepło w skali namacalnej nie cyfrowej – nienormalnej?
Dość tej osobistej kaźni, to jest rozdwojenie jaźni!

Ja ci powiem co jest ważne -moim skromnym zdaniem.
Nie twórz w głowie własnego Matrixa.
Jeden świat jest twoich uczuć wart!
Chcesz być wszędzie – tu i tam? To zostaniesz w końcu sam!


Uczyła mnie Mama

Ile razy można przymykać oczy na schamiałe zachowanie ludzi?
W końcu w człowieku coś się obudzi i albo wyjdzie, albo się znudzi.
Podchodzisz doń z wiarą i dość banalnie, że kontakt z bliźnim skończy się normalnie
Dzień dobry, proszę, krótka rozmowa – nawet sympatii sypią się słowa.

Moje zdanie – proszę, twoich racji słucham, zgadzam się z opinią,
przytaczam argument, słucham drugiej strony lekko niespokojny.
Rosną w mig emocje, krzywią się proporcję. Owszem – prawda mówisz,
lecz nie oczywista w duchu myślisz jednak udowodnij proszę ,
że tą całą winę ja za to ponoszę.

Krzywią się usta, łamie się głos. Mrużą się oczy, zaraz do grdyki tamten doskoczy
Trzymam za uzdę własne emocje, spokojnie myślę wprowadzę jeszcze ostatnią opcję.
Uśmiech na usta, głębokie wdechy spokojnym głosem prowadzę tekst
Tu się myliłem to pan miał rację, sprawa patowa , stawiam kolację.

I tu dopiero cienko zagrałem od gościa szybko w mordę dostałem.
Bronić się – myślę? Nie nie mam szans! Przecież to monstrum bez szyi Hans.
Stoję skulony mocno zmieszany, chustkę przykładam do sporej rany
Monstrum bez szyi, warczy i sapie łapami macha, powietrze łapie.

Dalej próbuję łagodzić sprawę, wykładam znowu kawę na ławę
A w zamian słyszę obelg lawinę i okrzyk wściekły – Ponosisz winę!

No cóż! Nie będę więcej tych spraw łagodził – debilizm gościa mnie strasznie zmroził
Spór nie potrzebny rozmowy wart.. rozmowy z mądrym o treści sporu, żeby obojgu
nie psuć humoru. Ale jak tu człeku z pieniaczem mówić, trzeba by takie utarczki lubić.

Kto tu wygrany, a kto przegrany jest. To chyba trzeba wykonać jakiś test, taki społeczny
bardziej bezpieczny, gdzieś między ludźmi przedstawić sprawę wyłożyć znowu kawę na ławę
Ludzie ocenią, prawdę powiedzą, że w życiu chamstwu wcale nie siłą , a wręcz odwrotnie tylko godnością, tylko godnością osobistą.

Co mam z tej racji i satysfakcji, psychicznych fanfar i wzniosłej dumy, że znów pochwalą mnie za to tłumy
Ja w pysk dostałem, czy tego chciałem? Nie ! Rozwiązać problem z drugim człowiekiem w rozmowie siła, spokojnej, godnej, a nie dla chama bójce wygodnej. A kiedyś Mama tak mnie uczyła „ustąp głupszemu tak trzeba – proszę!” Dobrze Mamusiu ustąpię – proszę, ale ja chamstwa – dalej nie znoszę!
P.s
Moje pytanie? Czy ten Hans bez szyi rozumie ten tekst?


Tylko przed śmiercią!

W każdym z nas, prędzej czy później budzą się jakieś zdolności.
Człowiek je dostrzega, próbuje i ocenia możliwości.
Ktoś tam maluje, rzeźbi, buduje, pisze nowele, opowiadania
walczy w usłudze, spełnia marzenia własne i cudze.

Wyrażasz siebie, swoje uczucia, myśli, pragnienia – tylko z potrzeby
nie od niechcenia.
Ubierasz w słowa, skręcasz śrubami, układasz glinę, chlapiesz farbami
tak zawsze dajesz całego siebie, by czuć, że jesteś znów w siódmym niebie.

A po skończonym dziele-spełniony, pytasz sam siebie.
Czy warto było? Czy to jest to? Czy to jest właśnie to – o co mi szło?
Czy uchwyciłeś słowem pragnienie? Czy wyraziłeś jasno marzenie?
A może kolor farby zbyt jasny i obraz formą będzie zbyt ciasny.

Chcesz doskonale przedstawić coś, czym oddasz myśl i mądrze
sam wyrazisz siebie.
Dręczysz się myślą, że nie jesteś doskonały, że w tym co robisz jesteś zbyt mały.
Zabijasz w sobie chęci tworzenia – samego siebie doskonalenia,
tylko dla tego, że patrzysz w bok i już nie widzisz, co jest o krok.

Bądź w tym wytrwały niech cię nie zwodzą innych oceny
nie spuszczaj z oka swej cudnej weny.
Kreśl zdolnościami ten własny świat bo zdolny jesteś i tegoś wart.
Czy wpiszesz słowo w historii sztuki kajet?

Czy to twój nieśmiertelności bagnet, oręż, którym wywalczysz
pamięć, że byłeś, że w życiu swoim coś tam zrobiłeś.
Nie zmarnuj tego co sam odkryłeś – zdolność tworzenia,
Kreuj marzenia, tak z pasją w sercu nie od niechcenia.
Ocenę ludzi odstaw, gdzieś tam – bo w tym co robisz to jesteś sam.

Na pocieszenie słów takich kilka…..
Tak to zazwyczaj – najczęściej bywa, że z tym co tworzysz w życiu cię nie ma.
Dopiero potem, po śmierci widzą, pieją z zachwytu i się nie wstydzą.
Dlatego krzyczę już całą piersią…  Zabierzcie sztukę, tylko przed śmiercią!


Stara miłość

Lubię myślami powracać w stare młodzieńcze, wytarte kąty.
Do miejsc radosnych, pełnych nadziei, pomysłów wariackich na życie.
Kiedy zasiądę w parku na leśnym, powraca obraz miłostek przeszłych
Wspominam, Ankę, Mariolę, rudawą Biankę, ale najczęściej to widzę ciebie.

Pamiętam… przyszłaś późnym wieczorem, z kotem na ręku lekko wstawiona
siedziałem z paczką starych znajomych, piliśmy piwo, było gorąco grały z energią stare gitary wszyscy śpiewali jakąś piosenkę już nie pamiętam.. – tak chyba Elkę.
Kiedy na ciebie wtedy spojrzałem, to zaraz szybko to zrozumiałem, że pragnę bardzo byś była moja.

Siadłaś kolo mnie tuż, tuż bliziutko, poczułem zapach twojego ciała wbijałaś we mnie namiętnie wzrok. Grałem, śpiewałem, ale tak się poczułem, …. jak by za gardło mnie trzymał ktoś.
Ręce mi drżały łamał się głos, myślałem w duchu co to za nimfa! Powie mi ktoś?
Pamiętam ślicznie się uśmiechałaś w policzkach wtedy dołeczki miałaś, jak ja się w tobie bardzo kochałem!

Ja poza tobą nic nie widziałem, trafiony w serce strzałą Amora chciałem być z tobą przez cały czas. Mieliśmy wtedy po naście lat , wakacje, lato i talia kart śmiał się wręcz do nas bez troski świat.
Ile to nocy byliśmy razem, w blasku księżyca w parku na ławce z moją gitarą i twoich ust miłosnym smakiem. Pamiętam, bardzo lubiłaś śpiewać – głos miałaś śliczny, wpatrzony w Ciebie obserwowałem jak pięknie w śpiewie mrużyłaś oczy i rozczulona chwytałaś często długich warkoczy.. piękne obrazy – ten wspomnień czas.

Po serc uniesień, spędzonych wspólnie: zabaw, wyjazdów, planów ambitnych – ja nie wiem wcale – co to się stało?
Coś się skończyło, nagle urwało i do rozmowy słów było mało. Nagle zniknęłaś, chodziłem pod dom- dzwoniłem, pukałem aż wreszcie po czasie odpowiedź dostałem. Po prostu bez słowa zniknęłaś z rodziną w tym domu zamieszkał ktoś inny.
Do dziś czuję rozpacz i w sercu mam żal bo czuję się za to zupełnie nie winny!

Po latach w tym parku w słoneczną niedzielę, gdy pamięć mi znowu obrazy wróciła chodziłem alejką, gdzie stała ta ławka, na której przy Tobie śpiewałem ballady. Tej ławki już nie ma i drzewa urosły, a wkoło jest pusto i klimat jest stary – lecz w parku nie słychać mej gitary.
Widziałem ją… wiem, tak jestem pewien to była ona! Już dużo starsza tak samo piękna choć pomarszczona, szła tą alejką dumna, wyniosła i zapatrzona.. rzekłem dzień dobry lecz nie poznała, albo udała, że to nie ona.

Przykre? To chyba raczej bardzo okrutne! Kiedy się w życiu z kimś spędza czas rozstaje, tęskni i niema winy po latach patrzysz w oczy kobiety, a ona idzie z miną nadętą i mnie traktuje jak był bym wrogiem, obcym- przybyszem z innej planety.
A jest powiedzenie, że stara miłość nie rdzewieje.


Wakacje się skończyły i w furtce do mojego ogrodu stanęła jeszcze nie tak dorosła, ale lekko już umalowana Jesień. Z dnia na dzień przybywa jej kolorów mieniących się w słońcu, ale swą mocą przysłania nam jego promienie i zabiera poranne i wieczorne światło….. Która to już Jesień? ….

Wiersz na murze

Głową muru nie przebijesz

Biały świt, siwy dzień i jego szybki pęd
słaby krok, nieostry wzrok, bez oczekiwań mrok.
Zapętlony łańcuch przeszłych zdarzeń,
coraz słabszy obraz niespełnionych marzeń.
Z białych początków i siwych dnia wątków
tylko czarna noc zostanie i z kocykiem na nóżkach
nieuchronnego… tego drugiego poznanie.


Dyskoteki 77

Szybko płynie dobry czas – nic co warte nie omija nas,
kiedy ma się naście lat , świat zabawą wita nas.
Chodzisz, żyjesz z głową w chmurach nic nie zmąci fajnych dni
śmiejesz się z życiowych planów, bo już w dyskotece muza brzmi.

Przypomnij sobie światła błysk, muzyki rytm i tańca krok
kolejny wieczór, kolejną noc upojnych zabaw w dyskotece.
Przyjaciół krąg, przyjaciół moc – moc szumu wina w głowie.
Pędzący wir beztroski, głos Stinga i „szpanerię” – Marlboro papieroski.
Znajomą nutę tych piosenek tam wszyscy razem je śpiewali od Modern Talking
przez „Bidzisów” po „Cepelinów” pościelówy i Santany rzewne „Pa – ti.”

A kto to wtedy myślał o świecie o niewygodach i jakiejś diecie
liczyło się tam – tutaj i teraz i człowiek głodny dogadzał nieraz
kawą, herbatą i pepsi colą raczył się przecież – głodny nie będzie
tak właśnie było ty to pamiętasz …….to był ten właśnie wspólny elementarz.

Przypomnij sobie światła błysk, muzyki rytm i tańca krok
kolejny wieczór, kolejną noc upojnych zabaw w dyskotece.
Przyjaciół krąg, przyjaciół moc – moc szumu wina w głowie.
Pędzący wir beztroski, głos Stinga i „szpanerię” – Marlboro papieroski.
Znajomą nutę tych piosenek tam wszyscy razem je śpiewali od Modern Talking
przez „Bidzisów” po „Cepelinów” pościelówy i Santany rzewne „Pa – ti”.

Garnitur, krawat pięć dych w kiszeni włos długi falą na głowie się mieni
Bucik od pasty błyszczy iskrami, dżinsy Wranglery modne z szelkami
Białe skarpety na nogach lśnią, brakuje świateł w podłodze rząd
to jest zabawa nie wyjdziesz stąd, to jest zabawa nie wyjdziesz stąd.
I już gotowa Nocy Gorączka jesteś bezpieczny jak byś trzymał
kolta i w całym tłumie to jesteś ty – to jesteś ty….. Jony Travolta.

Przypomnij sobie światła błysk, muzyki rytm i tańca krok
kolejny wieczór, kolejną noc upojnych zabaw w dyskotece.
Przyjaciół krąg, przyjaciół moc – moc szumu wina w głowie.
Pędzący wir beztroski, głos Stinga i „szpanerię” – Marlboro papieroski.
Znajomą nutę tych piosenek tam wszyscy razem je śpiewali od Modern Talking
przez „Bidzisów” po „Cepelinów” pościelówy i Santany rzewne „Pa – ti”.


Zaufanie ..

Nie szukaj zła w ciemnych ulicach, w opuszczonych domach, zachmurzonych licach.
W ściągniętych ustach, dźwięku zgrzytających zębów i w ciemnym lesie wśród zwalistych dębów.
Szukać zła nie musisz bo ono jest wszędzie od tysięcy lat… i zawsze przy nas będzie.

Złe uczynki, złe słowa, złe maniery, powroty złe niespodziewane i bez uczuć – młodych wychowanie.
Popatrz w niebo.. tyle gwiazd świecących co ludzi skrzywdzonych po ziemi błądzących.
Dzisiaj zło sięgnęło jego, jutro was, a po jutrze mnie lub odwrotnie stanie się – co nas czeka kto to wie?

Nie szukaj zła w dobrym zamiarze, bo to dopiero po fakcie się okaże, czy czyn ten zaufania twego godny był?
Czy więcej tobie, czy bardziej temu złemu się przysłużył.
Czy zaufanie jest złem? Czy jest tylko złego tłem? Z rozpaczy złożysz ręce i zmrozisz własne serce,
gdy już po czasie dojdziesz prawdy, że złego podstęp cię omamił i czujność twoją tym osłabił.

Można by długo myśleć i rozważać, na każdym kroku wręcz uważać by starych błędów nie powtarzać,
ale nie w tym jest rzeczy sedno, bo nie ustrzeżesz się od złego, zło to nie diabeł z czerwonym jęzorem,
i czarnymi rogami – popatrzmy na siebie to najczęściej my ludzie…. jesteśmy nim sami.


Jesienna szaruga

Przychodzi czas, kiedy zaczynamy sobie zadawać takie trudne pytanie….”ile jeszcze, ile”.?
Czy chcesz wiedzieć na pewno to ile…? Weź zatrzymaj się proszę na chwilę!
Policz prędko przebyte już mile…!
Czas biegł wolniej to prawda, lecz co było nie wróci!…..
Z siwym włosem i sercem otwartym, choćby czasu przeszłego połowa została,
to w mądrości dojrzałej…. przyjemności bez mała.
Więc nie pytaj .. biegnij przed siebie ile sił w piersi masz, jeszcze nie jednemu ile… z powodzeniem radę dasz..!


Słowa (moje tłumaczenie) do piosenki  Eric Clapton – Wonderful Tonigh

To późnym wieczorem
znów myślisz w co ubrać się.
Poprawiasz makijaż
szczotkujesz swe włosy blond
i wtedy znów pytasz mnie
Czy wyglądam jak ptak?
A ja powiem tak.. że wyglądasz
pięknie dziś wieczorem już .

A w drodze na party
każdy odwraca się
podziwia jej piękno
I wtedy spytała mnie.. Czy wszystko w porządku
a ja powiem, że tak.
Czuję się świetnie – z tobą tu – w dzisiejszą noc.

Wspaniale czuję się bo widzę
światło miłości w oczach twych
Ale dziwne….. jest to
że po prostu nie wiedzą jak
jak bardzo kocham ją.

I czas już do domu
mam wielki ból głowy
więc dam jej kluczyki
pomoże mi zasnąć
a potem jej powiem
jak nastanie już mrok
Chcę ci powiedzieć
byłaś wspaniała w dzisiejszą noc
och kochanie
byłeś wspaniały w dzisiejszą noc.


Dla Was ….

Czyli trochę o wszystkim o modzie, pogodzie, życiu codziennym, tworzeniu niezmiennym, troskach i radościach o tym jak mnie łamie w kościach o czym marzę, ile jeszcze prawdy wam pokarzę o czym myślę, o wspaniałym mym pomyśle i tak w ogóle spraw różności może tym zachwycę moich gości? Czego tutaj nie znajdziecie..? I tym pewnie nie zachwycę ani słowa tutaj nie chcę mówić z Wami o parszywej polityce.


Podróżnik

Jesteś smutny?
O czym myślisz?
Owszem, ten statek już powoli dopływa…
Nie martw się, takich podróżników na tym
oceanie jest więcej.
Samotni w swych ciasnych kajutach wyglądają brzegu,
ale czy chcą dopłynąć?……

Crowd of fans at a concert


Słowa do piosenki The Police -Every Breath You Take-

Każdy oddech twój
i twój każdy ruch
i relacja złe
każdy etap ten
Obserwuję cię..

Tak każdego dnia
wszystko to co mówisz
wszystko to w co grasz
każdej nocy ja
Obserwuję cię..

Czy, nie widzisz że
ty należysz do mnie
Biedne serce boli
z każdym krokiem tonę.
Przez twój każdy ruch (nisko)
każdy złamiesz ślub
i fałszywy śmiech
ty w tym udział masz.
Obserwuje cię..

Odkąd idę za tobą jestem – zagubiony bez śladu, marzę
Marzę w nocy i widzę – twoją twarz.
Szukam wszędzie, znaleźć nie mogę.
Jestem zimny i tęsknię za tobą
Wróć !

Och, nie widzę nic
ty należysz do mnie
Biedne serce boli
z każdym krokiem tonę
przez twój każdy ruch
każdy złamiesz ślub
i fałszywy śmiech
ty w tym udział masz
Obserwuje cię..

i fałszywy śmiech
ty w tym udział masz
Obserwuje cię..
Obserwuje cię..
Obserwuje cię..


Słowa piosenki  – La Dolce Vita –

Myślałem kiedyś mieć dolczewita’
bo każdy tego chce.
Szukałem ciebie i dolczewita’
wiedziałem czego chce.
Zdradziłem siebie za dolczewita’
otarłem się o śmierć.
Rozdarłem niebo za dolczewita’
i nie znalazłem jej.

ref.

Już teraz wiem słodkiego życia barwnych snów
Nie znajdziesz sam bez życzliwości ludzkich słów.
bez życzliwości tej – a w ludziach szukasz jej.

Spotkałem ciebie i dolczewita’
pośród radosnych słów.
Patrzyłaś na mnie jak dolczewita’
zabrałem cię do gwiazd.
Wierzymy w siebie i w dolczewita’
bo rozumiemy się.
Od tamtej pory jest dolczewita’
ja bardzo kocham cię.

ref. (2x)
Już teraz wiem słodkiego życia barwnych snów
Nie znajdziesz sam bez życzliwości ludzkich słów.
bez życzliwości tej – to w ludziach szukaj jej.


Co za noc….

Obudziłem się w nocy z dużym niepokojem,
nie pamiętam czy złe sny były przyczyną,
czy dnia przeszłego dziwnym nastrojem.

Hałaśliwie stukał deszcz o parapet, rozdzierając
ciszę nocy, dźwięcząc w uszach jak bęben,
jak natręt – co nie traci swej mocy.

Światło ulicznej latarni rozrzuciło na szybie
krople wody mieniące się i płynące jak łzy.
Wiszący na ścianie zegar w ciągu dnia niemy,
teraz krzyczał melodią w jednakowym rytmie.

Kłębią się jak czarne chmury na niebie – myśli z przeszłości
Obrazy i słowa pomazanych twarzy
Bazylisze spojrzenia ludzi nieżyczliwych, rozczochranych furiatów,
zbłąkanych wędrowców, szyderców i zamglonych ołtarzy.

Czy śpię – czy już nie?… Czy śnię – czy też nie?…..
Odrzucam złe myśli, przecieram czoło zroszone potem
Nabieram powietrza łapczywie, jak gdyby
mogło go zbraknąć i staram się, by znowu nie zasnąć.

Dziwna chwila przerażającej ciszy ….
Słyszę bicie serca, które rytmicznie zatyka mi uszy.
Okrywam się szczelnie puchową pierzyną – jakieś dziwne dreszcze-
– może szybciej miną?

Zerkam na zegarek, prawie wpół do czwartej
przed chwilą patrzyłem … chyba była druga ?
Boże myślę … co za straszna noc..!
Czy, aby ona – nie jest zbyt długa?!…..

Patrzę w róg pokoju, gdzie czarny pająk ma swą pajęczynę
I wielkimi łapami wciąga w nią młodą dziewczynę!
Otwieram usta, krzyczę, budzę żonę i widzę jej oczy przerażone….
Obudź się proszę – bełkocze i skamle krótkimi słowami

Otwórz oczy i popatrz co się dzieje z nami!……
Odwraca głowę i patrzy na mnie nieprzytomna
Co się stało? Źle się czujesz, źle śniłeś kochany?
Bardzo źle wyglądasz, jesteś przestraszony!

Złapałem świadomość patrząc półprzytomnie
I nareszcie to wszystko wnet dociera do mnie.
Spałem, śniłem czy też nie, dalej wszystkim niepokoję się.
Czy wierzyć w dzień zdarzeń pokrętnych, w noc z mocą
podwójną jawiąc w obrazach i mocach wyklętych ?

Nic zdążyć się nie może, gdy sumienie masz czyste, a powieki zamykasz do snu
Ty widocznie z przeszłości spraw sprawcą nieuczciwych jesteś.
Rozlicz się z przeszłością, zamknij wszystkie sprawy,
a wnet nocą sen twój będzie mocny, od strachu zwolniony, przyjemny i łaskawy.

Co za noc…..! Dobranoc !


Wena

Piszę i gram z potrzeby serca.
Czy tu potrzeba wielkich chęci ?
Rodzi się samo i to mnie kręci.
Pozwala marzyć, pobudza zmysły, kusi i nęci.

Ja nie planuję – to stać się musi.
Bo tak w człowieku coś się uzbiera
tak w środku siedzi, męczy, uwiera,
że szuka ujścia swoich emocji i
wtedy nie ma – żadnych proporcji.

Czy to piosenka czy wiersze dwa
wtedy ze wszystkim radę się da.
Bo przecież wiecie – Wena prowadzi!
Ona sposobów swoich nie zdradzi.

Kiedy przygarnie pod swoje skrzydła
otuli mocą i w dzień i nocą, uwolni ręce
opęta serce, rozświetli duszę promieniem mocy
To wtedy marzysz i wszystko wiesz
Piszesz, malujesz, … robisz co chcesz.

Jak ona czuwa masz lekkość puchu
Słodycz miłości do wszystkich w duchu.
Swobodę woli, rozkosz tworzenia
wtedy masz siłę, nie znasz cierpienia.

Kiedy jej zbraknie pustyś jak dzban
bez wody czara, snujesz się wtedy
jak senna mara. Ech! Nie zależy mi na poklasku,
ani pławienia się w świateł blasku!

Sercem tworzymy, coś w sobie mamy,
ale to wszystko – my wam oddamy.
W wierszu w piosence czy w jakiejś scence
Nie do szuflady! Bierz wszystko w ręce!
Dla was to wszystko! Zabieraj poprędce!

I niema co pstrykać z nerwów palcami
Ja jestem Marek, a ty – też Marek?
A nie jesteśmy – patrz tacy sami !
I bardzo dobrze! Właśnie dlatego szczęśliwie
mamy to ważne miejsce tu – między wami.


Słowa do piosenki – Living Next Door to Alice – zespołu Smokie

Idąc sam brzegiem morza znów wspominam tamte dni
I ciebie Alis..
I nic już nie jest takie samo od kiedy opuściłaś mnie
zrozumiałem, będę sam bez ciebie – Alis..

ref.
Bo przecież kocham cię w pamięci wszystko mam
jak patrzysz słodko na minie jak tulisz w słońcu twarz
jak całujesz usta me mówiąc cicho kocham cię.. och Alis..
Wierzyłem w naszą przyjaźń w uniesień boską moc
że miłość nasza przetrwa nie jedna taką noc
mówiłaś kocham cię, wierzyłem – och boska Alis..

Gdy odjechałaś długo cierpiałem życie się stało bez ciebie złe .
O.. boska Alis…
Niech wszyscy wiedzą że świat bez ciebie
to dla mnie rozpacz i wieczny cień – zostawiłaś mnie,
a ja kocham! Och boska Alis…!

ref.
Bo przecież kocham cię w pamięci wszystko mam
jak patrzysz słodko na minie jak tulisz w słońcu twarz
jak całujesz usta me mówiąc cicho kocham cię.. och Alis..
Wierzyłem w naszą przyjaźń w uniesień boską moc
że miłość nasza przetrwa nie jedna taką noc
mówiłaś kocham cię, wierzyłem – och boska Alis..

Wciąż pamiętam słodycz twoich ust zapach włosów
i dotyk twoich rąk
O..boska Alis..
A kiedy będzie ci w życiu – beze mnie źle
to pomyśl o mnie ja czekam tu i tęsknię piękna ..Alis

ref.
Bo przecież kocham cię w pamięci wszystko mam
jak patrzysz słodko na minie jak tulisz w słońcu twarz
jak całujesz usta me mówiąc cicho kocham cię.. och Alis..
Wierzyłem w naszą przyjaźń w uniesień boską moc
że miłość nasza przetrwa nie jedna taką noc
mówiłaś kocham cię, wierzyłem – och boska Alis..
mówiłaś kocham cię, wierzyłem – och boska Alis..

M.B.


La Paloma

Słowa do piosenki napisałem, aby móc sobie pośpiewać w języku ojczystym 🙂

1.Ten dzień, kiedy w słońcu ujrzałem ciebie pierwszy raz
szłaś z nim głośno mówiąc i śmiejąc się wśród palm.

2. Zły czas – pomyślałem bo jesteś właśnie z nim,
a ja – zrozumiałem, że musisz moją być.

ref.
U bram Paloma serca twojego czekam
Słodycz miłości z winem chcę z tobą pić
Słońce już zaszło złotem na nieboskłonie
I gwiazd melodia z księżycem razem słodko gra.
Pokarz swą piękną twarz ja czekam tuż pod oknem
Kocham, tęsknię ciałem i duszą z miłości mocno drżę.
Proszę pokochaj mnie otwórz dla mnie swój świat,
w którym razem na zawsze złączeni będziemy kochać się.

3. Ja wiem, że nie spojrzysz i nie uśmiechniesz się
twój świat to nie dla mnie miłości soczysty kwiat.
ref.
U bram Paloma serca twojego czekam
Słodycz miłości z winem chcę z tobą pić
Słońce już zaszło złotem na nieboskłonie
I gwiazd melodia z księżycem razem słodko gra.
Pokarz swą piękną twarz ja czekam tuż pod oknem
Kocham, tęsknię ciałem i duszą z miłości mocno drżę.
Proszę pokochaj mnie otwórz dla mnie swój świat
w którym razem na zawsze złączeni będziemy kochać się.


Słowa do piosenki „Feelings”, które napisałem po polsku, abym mógł sobie zaśpiewać ten piękny utwór 🙂

1. Ile – muszę dawać znaków
byś spojrzała na mnie
i uśmiechnęła się.

2. Ile – przypadkowych spotkań,
których czas ulotny
zawsze dręczy mnie.

3. Ile – tych nie potrzebnych spojrzeń
lecz one każą wierzyć mi,
że zauważysz mnie.

ref. Ile – bez ciebie jeszcze ile
dręczących pytań ile
nim zauważysz mnie.

4. Ile – muszę mieć odwagi
żeby wyznać miłość
przecież nie znasz mnie.

5. Ile – mych obaw w wyobraźni,
że wyznań szczerych boję się
i zlekceważysz mnie.

6. Ile – tęsknot w mojej duszy
i pragnienia, kiedy będę mógł
powiedzieć kocham cię.

7. Ile – tych nie potrzebnych spojrzeń
lecz one każą wierzyć mi,
że ty pokochasz mnie.

ref. Ile – bez ciebie jeszcze ile
dręczących pytań ile
nim zauważysz mnie. ( 2x )


Takiej klasyki nie zagrać i zaśpiewać? .. Napisałem swoje słowa. Mam nadzieję, że nie zmasakrowałem za bardzo utworu? W oryginale zawsze brzmi idealnie 🙂

Another Brick in The Wall – Pink Floyd

Hej ty, tak ty ! Do ciebie mówię!

Opamiętaj się człowieku,
wszyscy chcemy godnie żyć!
Wyłącz moce swej głupoty
zacznij wreszcie sobą być.

Hej! Zostaw! Wszystkie kwasy, żale!
Twoja mądrość jest jak cegła.
która w wielkim murze tkwi.
Jesteś właśnie taka cegłą
która w wielkim murze tkwi

<chórek>
Zbudujemy dobry, wielki świat
właśnie z takich prostych brył.
Pod warunkiem tylko, żebyś
żebyś zawsze sobą był.

<chórek>
Hej! Pilnuj! Żebyś zawsze sobą był!

Twoja mądrość jest jak cegła.
która w wielkim murze tkwi.
Jesteś właśnie taka cegłą
która w wielkim murze tkwi.

Twoja mądrość jest jak cegła.
która w wielkim murze tkwi.
Jesteś właśnie taka cegłą
która w wielkim murze tkwi.


Słowa do piosenki  –Raindrops Keep Fallin’ On My Head

Był czas gdy dużo działo się.
Świat kolorami tęczy był usłany.
Wiatr-w czarnych włosach, śmiech-w młodych oczach.
Dziury w kieszeniach nocą, wiara w jutrzejszy.
Wspanialszy…

Czas białych nocy, sennych dni.
Zawrót miłosnych zdarzeń nie spisanych.
Wdzięk–w zgrabnych ciałach, blask–w uniesieniach.
Radość z przyjaźni krótkiej, moc postanowień.
Nadziei czas…
Ten czas pod niebem pełnym gwiazd ciągle widzę,
Wspominam to, obrazy z mej młodości, krótkiej…

Nikt nie przejmował wtedy się.
Że z deszczu pod rynnę pcha się bardzo często.
Strach–był nie znany, śmiechem–okiełznany.
Z sercem i pełni wiary, świat zmienialiśmy.
Nadziei czas–to młodości piękny czas.

Przerywnik muz.
Młodości do był piękny czas!

Minął beztrosko słodki slajd
Z tęsknotą wracam często w tamte dni.
Żal-trawi serce, zmierzch-maże obraz.
Nieba pełnego gwiazd, młodości krótkiej.
Piękny był czas i pozostał z żalem w nas.


Słowa do piosenki, którą wykonuje Sandra pod tytułem – Maria Magdalena –

Ty bierzesz miłość
Ty duszy chcesz.
Jestem szalona i z ciebie drwię
Czemu nie widzisz jak jest
Wyostrz swe zmysły pamiętaj, że
jestem już inną – ty wiedz!

refren 2x

Nie będę nie – Marią Magdaleną !
(Nocą żyjesz o tym wiem) – męski wok.
Marią Magdaleną
(Jesteś prawdą moich snów) – męski wok.
(Zróbmy coś) – męski wok.
Daj mi rozkosz znów
(Zróbmy coś o..o..) – męski wok.

przerywnik muzyczny …

Wiem – w kłamstwa gram
Byś – nie odgadł mnie.
Kiedy zrozumiesz, odgadniesz mnie
Że ja nie będę w tym trwać ,
Grać dla uczucia , zaklinać się
Nie mam już siły wiem że ..

refren 2x

Nie będę nie – Marią Magdaleną !
(Nocą żyjesz o tym wiem) – męski wok.
Marią Magdaleną
(Jesteś prawdą moich snów) – męski wok.
(Zróbmy coś) – męski wok.
Daj mi rozkosz znów
(Zróbmy coś o..o..) – męski wok.

O, o,o, O,o,o,o,o,o….O, o,o, O,o,o,o,o,o !
krótka przygrywka …
1x refren


Następna strona>>